Beats For Love 2015 – festiwal muzyczny w czeskiej Ostrawie

Każdy, kto interesuje się muzyką, zapewne nie raz był na koncercie na żywo. Są miejsca, w których, pomimo doskonałego nagłośnienia, muzyka zyskuje w odbiorze, ze względu na otoczenie. W tym artykule opowiem o wyjątkowym miejscu, gdzie odbywa się jeszcze mało popularny ze względu na swój niedługi staż, festiwal muzyki elektronicznej. Będzie to miejsce, w którym pobyt kojarzy się z wizytą na odległej planecie i jeśli raz się tam zawita, to z pewnością nie będzie to ostatnia wizyta.

Przekraczając granicę Polski, w odległości niespełna 40 km, znajduje się jedno z większych miast w Czechach. Mowa tu o Ostrawie. To właśnie tam, od 2014 roku organizowany jest jeden z największych festiwali muzyki elektronicznej w środkowej części Europy. Impreza organizowana jest z wielkim rozmachem, nie tylko ze względu na swoją lokalizację. Całość festiwalu mieści się na terenie starej huty, która wpisana jest na listę zabytków technicznych Ostrawy, na co dzień będącą atrakcją turystyczną. Organizatorzy postanowili, iż podczas jednej imprezy, na bardzo rozległym terenie (około 10 tys. metrów kwadratowych) będzie można bawić się aż przy 13 scenach, prezentujących różne gatunki muzyki elektronicznej. Całość rozlokowana jest w taki sposób, że dźwięk nie pokrywa się ze sobą, a umiejscowienie poszczególnych scen, ze względu na otoczenie, robi nieprawdopodobne wrażenie. Kominy, maszyny, magazyny. Wszędzie beton i żelazo, totalny industrial. Droga niekiedy betonowa, a czasem żwirowa. Korytarze, mosty, chodniki. Wszędzie pełno muzyki, różnej, a jakże podobnej. Fale ludzi, którzy przyjechali w to miejsce, by celebrować swoje muzyczne festiwalowe święto. Największe gwiazdy ze świata, lokalni dj’e oraz ci najlepsi, najprężniej rozwijający się artyści (nawet z Polski). Wszyscy są tam w jednym celu – dla muzyki.

Aby dostać się na teren imprezy, należy zakupić karnet. Przeliczając na złotówki, cena biletu w 2015 roku wynosiła jedyne 35 PLN. Stosunek tej kwoty do jakości, to ja wygrać milion złotych na loterii. Trzy dni festiwalu w tak niskiej cenie – to może się dziać tylko u naszych południowych sąsiadów. Podczas kupna karnetu, każdy dostawał kubek, z którym chodził po piwo. Ten kapitalny gadżet z logiem, służący potem za pamiątkę, umożliwił organizatorom zachowanie porządku na terenie festiwalu, jak wiadomo tysiące walających się plastikowych kufli, to zmora każdego masowego „eventu”.

Całość przedsięwzięcia zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Ogrom miejsca, obecność gwiazd, ład i porządek. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Każdy, kto kocha muzykę elektroniczną i festiwalową atmosferę, powinien to przeżyć.