25 kolejka Premier League 2016 – 2017

Zacznijmy może od pierwszego sobotniego meczu, a więc Arsenal-Hull, co to było za spotkanie! Przynajmniej na początku, mieliśmy istny rollercoaster od jednej bramki do drugiej na najwyższych obrotach i co warte podkreślenia to to, że stroną przeważającą była drużyna Tygrysów. Nowy ich nabytek, reprezentant polski Kamil Grosicki tym razem ustawiony na lewej stronie co jakiś czas przysparzał kłopotów defensywie Kanonierów i w okolicach 20 minuty prawie zaliczył asystę po podaniu zewnętrzną częścią stopy do Oumara Niasse. Drużyna Marco Silvy trochę zmniejszyła obroty i tak w 34 minucie za sprawą Alexisa Sancheza Arsenal wyszedł na prowadzenie. Należy jednak pamiętać, że ta bramka nie powinna zostać uznana o czym w przerwie zawodnikom Hull powiedział sędzia w szatni. Druga połowa nie stała już na tak wysokim poziomie, a Arsenal wygrał to spotkanie 2:0 po rzucie karnym w doliczonym czasie gry.

Hitem całej kolejki było jednak z pewnością spotkanie na Anfield gdzie Liverpool podejmował Tottenham. Drużyna Mauricio Pocchettino przyjeżdżała tutaj na fali po ostatnich wygranych w roli lekkiego faworyta. Jurgen Klopp jednak nie daje tak łatwo za wygraną i szybko Koguty zostały sprowadzone na ziemię. The Reds absolutnie dominowali spotkanie w każdym jego aspekcie, a głównym aktorem widowiska był w wyśmienitej formie w całym sezonie Senegalczyk Sadio Mane, który najpierw wykorzystał genialne podanie Georgino Wijnalduma strzelając na 1:0, żeby po paru minutach samemu odebrać piłkę obrońcy i po dobitce od strzału Roberto Firmino ustalić wynik spotkania na 2:0. Tottenham miał może jedną sytuację aby złapać kontakt z Liverpoolem ale nie było to nic specjalnego, nic się już w drugiej połowie nie zmieniło.

sadio mane vs tottenham

W niedzielę lider Premier League spotkał się z najlepiej radzącym sobie bieniaminkiem Burnley. Mogło się wydawać, że po szybko strzelonym golu w 7 minucie za sprawą Pedro Rodrigueza będą to kolejne 3 punkty dopisane dla drużyny Antonio Conte to nic bardziej mylnego. Za sprawą genialnego strzału z rzutu wolnego nowego nabytku The Clarets Roberta Bradyego bramkarz The Blues nie miał nic do powiedzenia, tylko musiał wyciągać piłkę z siatki. Mimo naporów Chelsea nie udało się strzelić zwycięskiej bramki i byliśmy świadkami małej niespodzianki.